Wampira w kominie,
prezentów po szyję,
dwa metry choinki,
cukierków trzy skrzynki,
przed oknem bałwana,
a w sylwestra zabawy
do białego rana.
czwartek, 24 grudnia 2015
niedziela, 15 listopada 2015
Rozdział 33
Goście ustawili się pod
ścianami, tworząc dla nas miejsce. Przeszliśmy na dwa przeciwległe końce
parkietu i czekaliśmy, aż zabrzmi muzyka. Po kilku minutach z głośników
popłynęły dźwięki piosenki Eda Sheerana-Thinking Out Loud. Lubiłam tą piosenkę.
Obserwowałam ruchy mojego męża, był bardzo spięty i przez to wykonywał wszystko sztywno. Chcąc go rozluźnić, przejechałam prawą ręką od jego policzka do dłoni, po czym zaczęliśmy powoli się kołysać w rytm muzyki. W pewnym momencie obrócił mną, przy czym delikatnie się zachwiałam, a on widząc to przyciągnął mnie do siebie. Starałam się utrzymać kontakt wzrokowy, a przy pocałunku nie zapomnieć, że na Sali znajdują się jeszcze inni oprócz nas. Całą resztę tańca pamiętam jak przez mgłę, ocknęłam się dopiero, kiedy doszło do pocałunku numer dwa. Tłum gości głośno klaszczących, sprowadził nas na ziemię, ukłoniliśmy się i zeszliśmy, by usiąść przy naszym stoliku.
Obserwowałam ruchy mojego męża, był bardzo spięty i przez to wykonywał wszystko sztywno. Chcąc go rozluźnić, przejechałam prawą ręką od jego policzka do dłoni, po czym zaczęliśmy powoli się kołysać w rytm muzyki. W pewnym momencie obrócił mną, przy czym delikatnie się zachwiałam, a on widząc to przyciągnął mnie do siebie. Starałam się utrzymać kontakt wzrokowy, a przy pocałunku nie zapomnieć, że na Sali znajdują się jeszcze inni oprócz nas. Całą resztę tańca pamiętam jak przez mgłę, ocknęłam się dopiero, kiedy doszło do pocałunku numer dwa. Tłum gości głośno klaszczących, sprowadził nas na ziemię, ukłoniliśmy się i zeszliśmy, by usiąść przy naszym stoliku.
-Myślisz, że naprawdę
dobrze poszło, czy po prostu nie chcieli nam zrobić przykrości?-usłyszałam
nagle szept Zachary’ego.
- Sądzę, że nie
musisz pytać żony, my możemy odpowiedzieć na to pytanie nowy Michael'u
Malitowski. –rozległ się dobrze znajomy mi głos i już po chwili wylądowałam w
ramionach mojego przyjaciela – Jeszcze raz wszystkiego najlepszego na nowej
drodze życia Kate. I trzymaj krótko tego swojego męża.
-Dzięki Dymitr,
tak właśnie zrobię. A gdzie zgubiliście małego?
-Został z babcią
i ciotkami, nawet siłą nie mogłam ich od niego odciągnąć, więc w końcu dałam na
spokój. Przynajmniej mogę się trochę
zabawić na weselu mojej przyjaciółki. – powiedziała Rose, posyłając mi oczko i
szeroko się uśmiechając.
-A skoro o dobrej
zabawie mowa, gdzieś tu widziałem wujaszka Severusa, który bajerował piękne
panie i na pewno ma coś ciekawego do popicia. On zawsze nosi przy sobie pełną piersiówkę
bimbru własnej roboty i dzieli się nim z przyjaciółmi. Ostatnio jak go
widziałem, to po pięciu łykach miałem taki odlot, jak jeszcze nigdy. – odezwał się
Lebiediew, mocno gestykulując rękoma.
-Nie poznałem go
jeszcze, muszę to nadrobić. – Zachary ruszył za Dymitrem, ale szybko złapałam
go za tył kołnierza garnituru.
-A ty dokąd? Nie ma
mowy żebyś się upił, tak jak to zrobiłeś kiedyś. Oszczędźmy twoim rodzicom
wstydu. Poza tym musisz być w miarę trzeźwy, bo ja cię taszczyć nigdzie nie będę
podczas wyjazdu w podróż poślubną.
-Ale kochanie,
nawet mój świadek jest już trochę wstawiony i klei się do jakiejś wampirzycy. To
nasz dzień i mam prawo do dobrej zabawy.-zaczął jęczeć mój oblubieniec.
-Świetnie, może pójdziesz
sobie jeszcze do Cosette i skończysz to, w czym wam tak brutalnie ostatnio
przerwałam, co? – syknęłam wściekła i udałam się w stronę parkietu. W tłumie
ludzi wyłapałam dwóch brunetów, których dobrze znałam, więc podeszłam do nich.
-Nasza słodka Katy!
Jak my się dawno nie widzieliśmy maleńka. – usłyszałam jak tylko mnie
dostrzegli.
-Z twoim bratem
rozmawiałam niedawno, ale my to chyba ze trzy lata temu. – powiedziałam i
uśmiechnęłam się szeroko do braci Marco.
-No właśnie,
nawet nie masz pojęcia, jak bardzo się za tobą stęskniłem mi amor*. – odezwał się Jared, całując moją dłoń i patrząc na mnie uwodzicielsko.
-Te Romeo, daj se
na wstrzymanie, to mężatka. Wybacz wasza wysokość, ale ten chłop to pies na
baby. Jeszcze trochę i będę go musiał w piwnicy do kaloryfera łańcuchem
przywiązać, rucha wszystko co popadnie.
-Słyszałam, że to
normalne w wieku dojrzewania wilkołaków, są bardziej pobudzone, zwłaszcza przed
nadejściem pierwszej przemiany.
-Któż ci takich
głupot naopowiadał droga niewiasto? – rzucił Red.
-Przyjaciółka
pochodząca z tego gatunku, a co, nie jest tak? – zapytałam z niewinnym
uśmieszkiem.
-Okej, koniec
żartów. Chcieliśmy ci pogratulować wyjścia za mąż i życzyć szczęścia na nowej
drodze życia. Tak w ogóle to co się stało na koniec ceremonii? Dobrze się już
czujesz? – zaczął zadawać pytania Castiel.
-To tylko ze
stresu, muszę teraz na siebie bardziej uważać, ale wszystko w porządku.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
* moje kochanie
niedziela, 13 września 2015
Rozdział 32
-Oczywiście, tak
jak mówiłem, wszystko wina stresu, gdy jego poziom opadł organizm się
„wyłączył”. Niedługo proszę, żeby pacjentka przyszła i zrobimy kontrolne
badania.
-Mam również
takie pytanie. Czy może lecieć samolotem, bo podróż poślubna jest już
zorganizowana na tydzień.-dorzuci mój ojciec.
-Jeśli nie będzie
się przemęczać i spożywać odpowiednią ilość krwi to oczywiście, tylko mała
prośba, by nie przedobrzyć ze współżyciem. Bez szaleństw książę.
-Zrozumiałem
doktorze. Mogę już ją zabrać?
-Naturalnie,
zapomniałbym, przecież goście czekają.
Wszedłem do Sali mojej
ukochanej, która leżała spokojnie, rękoma gładząc swój już lekko wypukły brzuszek.
Usiadłem na leżance obok niej i położyłem swoje dłonie na jej.
-Powiedziałem
naszym rodzicom o dziecku, wybacz, że nie zaczekałem z tym, aż będziemy
wszyscy, ale zmusiły mnie do tego okoliczności. Teraz wrócimy na wesele, a
jutro jak już ten cały stres będzie za nami, to chciałbym z tobą porozmawiać o
incydencie z siostrą Black’a. Od razu mówię, że to nie było to, na co
wyglądało.-powiedziałem spokojnie.
-Przynajmniej
ominęły mnie ich początkowe reakcje, na wieść o moim stanie błogosławionym. Chodźmy
już do gości.
Pomogłem Kate wstać i razem
ruszyliśmy na salę balową, gdzie odbywało się nasze przyjęcie, po drodze
zgarniając rodziców. Gdy pojawiliśmy się w pomieszczeniu, goście zaczęli bić
brawo, a ukochana wtuliła się we mnie mocniej. Przeszliśmy do miejsca gdzie
stał tron i zaczęła się przed nami tworzyć kolejka. Każdy z zaproszonych chciał
złożyć nam gratulacje oraz poznać kandydata na nowego króla zmiennokształtnych.
Szczerze to nawet nie pamiętam imion większości z tych osób, ale byli tam również moi dawni „rodzice”. Co do
prezentów to mieliśmy spokój, gdyż zostały one złożone przed ceremonią w
którejś z komnat w rezydencji. Jako ostatnia podeszła cała rodzina Black.
-Witajcie
nowożeńcy, nie mam pojęcia czegóż mógłbym wam życzyć, skoro posiadacie
wszystko. Tak więc skłonie się ku długiemu panowaniu i szczęściu.
Kate POV
-Dziękujemy, mamy
nadzieję, że będą się państwo dobrze bawili, na tak ważnej dla nas
uroczystości.-powiedziałam, pamiętając o tym, że jest to rodzina królewska i
bez względu na nasze wzajemne relacje, powinnam zwracać się do nich zgodnie z
etykietą, zwłaszcza, że od teraz (ku mojemu niezadowoleniu) również jestem arystokratką.
Widziałam reakcję Zachary’ego na ich obecność i wolałam żeby się nie odzywał
jeśli to nie będzie konieczne. Po złożeniu życzeń król wraz ze swoją małżonką,
udali się w głąb Sali, a do nas zbliżyły się ich dzieci. Blondyn oczywiście
wziął moją rękę i z przesadną nonszalancją ją pocałował, co trwało zdecydowanie
za długo.
-Moje gratulację
Kathelyn, nigdy nie sądziłem, że będę zmuszony do uczestniczenia w tej farsie,
ale skoro dokonałaś tak fatalnego wyboru partnera na całe życie, to nie mam
innego wyjścia jak tylko się z tym pogodzić, a szkoda, bo mogliśmy żyć razem
długo i szczęśliwie.
-Gra skończona
Aleksandrze, teraz jeśli masz swoją godność, powinieneś się wycofać i pozwolić nam
żyć spokojnie.-rzuciłam wolno i wyraźnie, by dokładnie mnie usłyszał.
-Twój mężuś
pochwalił ci się, jak było mu ze mną dobrze? Gdybyś nie weszła w tamtym
momencie, to zaszlibyśmy dużo dalej.-rzuciła zaczepnie Cosette.
-Nie masz za
grosz szacunku do siebie siostro. Gdyby rodzice się o tym dowiedzieli miałabyś
przechlapane.-wtrąciła się do rozmowy najmłodsza z rodzeństwa-Miło cię widzieć
Kate, gdyby to nie było niemożliwe powiedziałabym, że zaokrągliłaś się w pewnych miejscach.
-Niedługo
przybędzie mi gdzieniegdzie trochę ciałka, tylko nie dziel się tym z nikim.-szepnęłam
jej do ucha i puściłam oczko, gdy pozostała dwójka zniknęła mi z oczu.
-Czy ty jesteś…?-zapytała
zszokowana.
-Tak, niedługo
czwarty miesiąc.
-Tak się cieszę! Zasługujesz
na szczęście, oboje zresztą na nie zasługujecie.
-Dziękujemy za
miłe słowa, pewnie jesteś Sabine? Zachariasz Doran, ale mów mi Zachary.-odezwał
się mój mąż i objął mnie opiekuńczo ramionami. Już na początku przyjęcia
postanowiłam, że nie będę nam obydwojgu psuć wesela i zachowywać się będę jakby
nic się nie stało, choć było to nie lada wyzwaniem, gdyż za każdym razem, gdy
mnie obejmował przypominał mi się obraz jego z Cosette.
-Tu jesteście,
zaraz wasz pierwszy taniec, musimy iść.-powiedziała Sarah, zjawiając się nagle
obok nas.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
