czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych świąt!

Wampira w kominie,
prezentów po szyję,
dwa metry choinki,
cukierków trzy skrzynki,
przed oknem bałwana,
a w sylwestra zabawy
do białego rana.




niedziela, 15 listopada 2015

Rozdział 33





                Goście ustawili się pod ścianami, tworząc dla nas miejsce. Przeszliśmy na dwa przeciwległe końce parkietu i czekaliśmy, aż zabrzmi muzyka. Po kilku minutach z głośników popłynęły dźwięki piosenki Eda Sheerana-Thinking Out Loud. Lubiłam tą piosenkę. 
              Obserwowałam ruchy mojego męża, był bardzo spięty i przez to wykonywał wszystko sztywno. Chcąc go rozluźnić, przejechałam prawą ręką od jego policzka do dłoni, po czym zaczęliśmy powoli się kołysać w rytm muzyki. W pewnym momencie obrócił mną, przy czym delikatnie się zachwiałam, a on widząc to przyciągnął mnie do siebie. Starałam się utrzymać kontakt wzrokowy, a przy pocałunku nie zapomnieć, że na Sali znajdują się jeszcze inni oprócz nas. Całą resztę tańca pamiętam jak przez mgłę, ocknęłam się dopiero,  kiedy doszło do pocałunku numer dwa.  Tłum gości głośno klaszczących, sprowadził nas na ziemię, ukłoniliśmy się i zeszliśmy, by usiąść przy naszym stoliku.


-Myślisz, że naprawdę dobrze poszło, czy po prostu nie chcieli nam zrobić przykrości?-usłyszałam nagle szept Zachary’ego.



- Sądzę, że nie musisz pytać żony, my możemy odpowiedzieć na to pytanie nowy Michael'u Malitowski. –rozległ się dobrze znajomy mi głos i już po chwili wylądowałam w ramionach mojego przyjaciela – Jeszcze raz wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia Kate. I trzymaj krótko tego swojego męża.

-Dzięki Dymitr, tak właśnie zrobię. A gdzie zgubiliście małego?

-Został z babcią i ciotkami, nawet siłą nie mogłam ich od niego odciągnąć, więc w końcu dałam na spokój. Przynajmniej  mogę się trochę zabawić na weselu mojej przyjaciółki. – powiedziała Rose, posyłając mi oczko i szeroko się uśmiechając.

-A skoro o dobrej zabawie mowa, gdzieś tu widziałem wujaszka Severusa, który bajerował piękne panie i na pewno ma coś ciekawego do popicia. On zawsze nosi przy sobie pełną piersiówkę bimbru własnej roboty i dzieli się nim z przyjaciółmi. Ostatnio jak go widziałem, to po pięciu łykach miałem taki odlot, jak jeszcze nigdy. – odezwał się Lebiediew, mocno gestykulując rękoma.

-Nie poznałem go jeszcze, muszę to nadrobić. – Zachary ruszył za Dymitrem, ale szybko złapałam go za tył kołnierza garnituru.

-A ty dokąd? Nie ma mowy żebyś się upił, tak jak to zrobiłeś kiedyś. Oszczędźmy twoim rodzicom wstydu. Poza tym musisz być w miarę trzeźwy, bo ja cię taszczyć nigdzie nie będę podczas wyjazdu w podróż poślubną.


-Ale kochanie, nawet mój świadek jest już trochę wstawiony i klei się do jakiejś wampirzycy. To nasz dzień i mam prawo do dobrej zabawy.-zaczął jęczeć mój oblubieniec.

-Świetnie, może pójdziesz sobie jeszcze do Cosette i skończysz to, w czym wam tak brutalnie ostatnio przerwałam, co? – syknęłam wściekła i udałam się w stronę parkietu. W tłumie ludzi wyłapałam dwóch brunetów, których dobrze znałam, więc podeszłam do nich.

-Nasza słodka Katy! Jak my się dawno nie widzieliśmy maleńka. – usłyszałam jak tylko mnie dostrzegli.

-Z twoim bratem rozmawiałam niedawno, ale my to chyba ze trzy lata temu. – powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko do braci Marco.


-No właśnie, nawet nie masz pojęcia, jak bardzo się za tobą stęskniłem mi amor*. – odezwał się Jared, całując moją dłoń i patrząc  na mnie uwodzicielsko.

-Te Romeo, daj se na wstrzymanie, to mężatka. Wybacz wasza wysokość, ale ten chłop to pies na baby. Jeszcze trochę i będę go musiał w piwnicy do kaloryfera łańcuchem przywiązać, rucha wszystko co popadnie.

-Słyszałam, że to normalne w wieku dojrzewania wilkołaków, są bardziej pobudzone, zwłaszcza przed nadejściem pierwszej przemiany.

-Któż ci takich głupot naopowiadał droga niewiasto? – rzucił Red.

-Przyjaciółka pochodząca z tego gatunku, a co, nie jest tak? – zapytałam z niewinnym uśmieszkiem.

-Okej, koniec żartów. Chcieliśmy ci pogratulować wyjścia za mąż i życzyć szczęścia na nowej drodze życia. Tak w ogóle to co się stało na koniec ceremonii? Dobrze się już czujesz? – zaczął zadawać pytania Castiel.

-To tylko ze stresu, muszę teraz na siebie bardziej uważać, ale wszystko w porządku.





~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
* moje kochanie

niedziela, 13 września 2015

Rozdział 32



-Oczywiście, tak jak mówiłem, wszystko wina stresu, gdy jego poziom opadł organizm się „wyłączył”. Niedługo proszę, żeby pacjentka przyszła i zrobimy kontrolne badania.

-Mam również takie pytanie. Czy może lecieć samolotem, bo podróż poślubna jest już zorganizowana na tydzień.-dorzuci mój ojciec.

-Jeśli nie będzie się przemęczać i spożywać odpowiednią ilość krwi to oczywiście, tylko mała prośba, by nie przedobrzyć ze współżyciem. Bez szaleństw książę.

-Zrozumiałem doktorze. Mogę już ją zabrać?

-Naturalnie, zapomniałbym, przecież goście czekają.

                Wszedłem do Sali mojej ukochanej, która leżała spokojnie, rękoma gładząc swój już lekko wypukły brzuszek. Usiadłem na leżance obok niej i położyłem swoje dłonie na jej.

-Powiedziałem naszym rodzicom o dziecku, wybacz, że nie zaczekałem z tym, aż będziemy wszyscy, ale zmusiły mnie do tego okoliczności. Teraz wrócimy na wesele, a jutro jak już ten cały stres będzie za nami, to chciałbym z tobą porozmawiać o incydencie z siostrą Black’a. Od razu mówię, że to nie było to, na co wyglądało.-powiedziałem spokojnie.

-Przynajmniej ominęły mnie ich początkowe reakcje, na wieść o moim stanie błogosławionym. Chodźmy już do gości.

                Pomogłem Kate wstać i razem ruszyliśmy na salę balową, gdzie odbywało się nasze przyjęcie, po drodze zgarniając rodziców. Gdy pojawiliśmy się w pomieszczeniu, goście zaczęli bić brawo, a ukochana wtuliła się we mnie mocniej. Przeszliśmy do miejsca gdzie stał tron i zaczęła się przed nami tworzyć kolejka. Każdy z zaproszonych chciał złożyć nam gratulacje oraz poznać kandydata na nowego króla zmiennokształtnych. Szczerze to nawet nie pamiętam imion większości z tych osób,  ale byli tam również moi dawni „rodzice”. Co do prezentów to mieliśmy spokój, gdyż zostały one złożone przed ceremonią w którejś z komnat w rezydencji. Jako ostatnia podeszła cała rodzina Black.

-Witajcie nowożeńcy, nie mam pojęcia czegóż mógłbym wam życzyć, skoro posiadacie wszystko. Tak więc skłonie się ku długiemu panowaniu i szczęściu.
Kate POV
-Dziękujemy, mamy nadzieję, że będą się państwo dobrze bawili, na tak ważnej dla nas uroczystości.-powiedziałam, pamiętając o tym, że jest to rodzina królewska i bez względu na nasze wzajemne relacje, powinnam zwracać się do nich zgodnie z etykietą, zwłaszcza, że od teraz (ku mojemu niezadowoleniu) również jestem arystokratką. Widziałam reakcję Zachary’ego na ich obecność i wolałam żeby się nie odzywał jeśli to nie będzie konieczne. Po złożeniu życzeń król wraz ze swoją małżonką, udali się w głąb Sali, a do nas zbliżyły się ich dzieci. Blondyn oczywiście wziął moją rękę i z przesadną nonszalancją ją pocałował, co trwało zdecydowanie za długo.
-Moje gratulację Kathelyn, nigdy nie sądziłem, że będę zmuszony do uczestniczenia w tej farsie, ale skoro dokonałaś tak fatalnego wyboru partnera na całe życie, to nie mam innego wyjścia jak tylko się z tym pogodzić, a szkoda, bo mogliśmy żyć razem długo i szczęśliwie.
-Gra skończona Aleksandrze, teraz jeśli masz swoją godność, powinieneś się wycofać i pozwolić nam żyć spokojnie.-rzuciłam wolno i wyraźnie, by dokładnie mnie usłyszał.
-Twój mężuś pochwalił ci się, jak było mu ze mną dobrze? Gdybyś nie weszła w tamtym momencie, to zaszlibyśmy dużo dalej.-rzuciła zaczepnie Cosette.
-Nie masz za grosz szacunku do siebie siostro. Gdyby rodzice się o tym dowiedzieli miałabyś przechlapane.-wtrąciła się do rozmowy najmłodsza z rodzeństwa-Miło cię widzieć Kate, gdyby to nie było niemożliwe powiedziałabym, że zaokrągliłaś  się w pewnych miejscach.
-Niedługo przybędzie mi gdzieniegdzie trochę ciałka, tylko nie dziel się tym z nikim.-szepnęłam jej do ucha i puściłam oczko, gdy pozostała dwójka zniknęła mi z oczu.
-Czy ty jesteś…?-zapytała zszokowana.
-Tak, niedługo czwarty miesiąc.
-Tak się cieszę! Zasługujesz na szczęście, oboje zresztą na nie zasługujecie.

-Dziękujemy za miłe słowa, pewnie jesteś Sabine? Zachariasz Doran, ale mów mi Zachary.-odezwał się mój mąż i objął mnie opiekuńczo ramionami. Już na początku przyjęcia postanowiłam, że nie będę nam obydwojgu psuć wesela i zachowywać się będę jakby nic się nie stało, choć było to nie lada wyzwaniem, gdyż za każdym razem, gdy mnie obejmował przypominał mi się obraz jego z Cosette.
-Tu jesteście, zaraz wasz pierwszy taniec, musimy iść.-powiedziała Sarah, zjawiając się nagle obok nas.